Incydenty cyberbezpieczeństwa, naruszenia danych, ransomware i phishing
w ponad 85–90% przypadków nie zaczynają się od zaawansowanego ataku technicznego,
lecz od błędu organizacyjnego, decyzyjnego lub braku odpowiedzialności zarządu.
Ten artykuł pokazuje, dlaczego w 2026 roku cyberbezpieczeństwo jest
problemem zarządczym i biznesowym, a nie wyłącznie kwestią IT.
Raporty takich organizacji jak Verizon (DBIR), IBM Security czy ENISA
od lat wskazują na tę samą prawidłowość:
zdecydowana większość incydentów ma swoje źródło w decyzjach organizacyjnych,
a nie w braku konkretnej technologii.
Nie są to „hakerzy z filmów” ani egzotyczne ataki państwowe.
Najczęściej są to przewidywalne scenariusze, których można było uniknąć.
Z perspektywy biegłego
W analizach prowadzonych po incydentach — zarówno w Europie Zachodniej, jak i w Stanach Zjednoczonych — bardzo często okazuje się, że:
- infrastruktura była nowoczesna,
- narzędzia bezpieczeństwa istniały,
- standardy formalnie obowiązywały.
A mimo to doszło do poważnych strat.
Dlaczego?
Bo największa luka nie znajdowała się w systemach, lecz w strukturze decyzyjnej organizacji.
5 najczęstszych błędów organizacyjnych obserwowanych w firmach zachodnich
1. Brak jednoznacznej odpowiedzialności na poziomie zarządu
W wielu organizacjach cyberbezpieczeństwo jest traktowane jako „obszar IT”. Z perspektywy regulacyjnej (RODO, NIS2, SEC, SOX) to podejście jest błędne.
Po incydencie analizuje się:
- czy zarząd miał wiedzę o ryzykach,
- czy podejmował decyzje,
- czy dokumentował swoje działania.
Brak decyzji bywa uznawany za niedochowanie należytej staranności.
2. Kultura organizacyjna oparta na pośpiechu
Presja czasu, nadmiar obowiązków i brak jasnych zasad raportowania powodują, że nawet kadra menedżerska:
- ignoruje sygnały ostrzegawcze,
- podejmuje ryzykowne decyzje,
- obchodzi procedury.
To nie jest problem technologiczny.
To problem kultury organizacyjnej.
3. Inwestowanie w narzędzia zamiast w procesy
Firmy kupują zaawansowane rozwiązania:
- EDR,
- SIEM,
- DLP,
- systemy monitoringu.
Jednocześnie nie inwestują w:
- szkolenia decyzyjne,
- testy scenariuszy kryzysowych,
- realne procedury reagowania.
Efekt: technologia istnieje, ale nie działa zgodnie z założeniami.
4. Brak pogłębionej analizy po incydencie
W wielu zachodnich organizacjach incydent kończy się:
- przywróceniem systemów,
- raportem technicznym,
- zamknięciem tematu.
Bez analizy przyczyn organizacyjnych ten sam schemat powraca w ciągu kolejnych miesięcy.
5. Niedoszacowanie ryzyka wewnętrznego
Z raportów DBIR i ENISA wynika, że znacząca część incydentów ma związek z działaniami wewnętrznymi — świadomymi lub nie.
Skupienie się wyłącznie na zagrożeniach zewnętrznych to błąd strategiczny, który regularnie powtarza się w dojrzałych organizacjach.
Co zarząd powinien zrobić — minimum odpowiedzialności
- przypisać odpowiedzialność za ryzyko cyber na poziomie zarządu,
- regularnie omawiać cyberbezpieczeństwo w kontekście biznesowym,
- posiadać przetestowaną procedurę reagowania na incydent,
- ćwiczyć scenariusze kryzysowe,
- dokumentować decyzje i ich uzasadnienie.
To nie są zadania techniczne.
To fundamenty zarządzania organizacją.
Podsumowanie
Cyberbezpieczeństwo nie zaczyna się w technologii.
Zaczyna się w decyzjach.
Organizacje, które traktują je jako koszt, ponoszą konsekwencje po incydencie.
Te, które traktują je jako element zarządzania ryzykiem, budują odporność i stabilność.
2026 rok to moment, w którym zarządy — także w Polsce — mogą skorzystać z doświadczeń firm zachodnich i uniknąć kosztownych błędów.
Jeśli odpowiadasz za ryzyko biznesowe lub jesteś członkiem zarządu i chcesz sprawdzić, czy w Twojej organizacji problem jest techniczny, czy organizacyjny, warto zrobić to zanim pojawi się incydent.
📧 biuro@wichran.pl
📞 +48 515 601 621
Piotr Wichrań
Biegły sądowy z zakresu informatyki
Ekspert Informatyki Śledczej i Cyberbezpieczeństwa IT/OT